piątek, czerwiec 03, 2005

And it ain't gonna rain anymore

Nic tak nie doprowadza mnie do szału jak szczęście innych. Szczególnie, kiedy to szczęście w jakiś sposób koliduje ewentualnym moim szczęsciem.

Once there came a storm in the form of a girl
It blew to pieces my snug little world
Sometimes I swear I can still hear her howl
Down through the wreckage and the ruins

And it ain't gonna rain anymore
Now my baby's gone
And it ain't gonna rain anymore
Now my baby's gone

Now the storm has passed over me
I'm left to drift on a dead calm sea
And watch her forever through the cracks in the beams
Nailed across the doorways of the bedrooms of my dreams

And it ain't gonna rain anymore
Now my baby's gone
And it ain't gonna rain anymore
Now my baby's gone

Now I got no one to hold
Now I am all alone again
It ain't too hot but it ain't too cold
And there is no sign of rain

And it ain't gonna rain anymore
Now my baby's gone
And it ain't gonna rain anymore
Now my baby's gone

And I'mHere I'm on my own
She ain't coming back no more
She ain't coming back no more
She ain't coming back no more
Say what you will, I don't care

And it ain't gonna rain anymore
Now my baby's gone, yeah
And it ain't gonna rain anymore
Now my baby has gone
--------------------------------Nick Cave


To myślę całkiem dobra ilustracja do wszstkiego co siedzi mi w głowie. Może tylko więcej we mnie nienawiści i cynizmu. Zła po prostu, a mniej nieco żalu i smutku. Ale ten ostatni też ciągle siedzi mi w głowie.
Takie życie.
Nic z tym nie zrobię. Mogę tylko szukać sobie substytutów. Jak to ostatnio przeczytałem - "zagłuszaczy przeszłości". Ciekawy termin. Całkiem, mimo, że niezgodny z moimi intencjami, zgodny z rzeczywistością.
Niestety.

wtorek, maj 31, 2005

retrospekcje znów

Kiedyś myślałem, że zapominanie jest proste. Przez jakiś czas nie wracały do mnie żadne wspomnienia. Żadne chwile z przeszlości, które były dobre, a które wrócić już nigdy nie będą mogły. A teraz HC przysłała mi zawiadomienie o swoim ślubie i wszystkie moje starania o wymazanie przeszlości z pamięci szlag trafił. Pojechałem na "retrospektywna" wycieczke do Sosnowca. Spacerowałem po osiedlu, na którym kiedyś mieszkaliśmy.
Pół roku. To długo. Wiem, że innym może wydać się to w miarę krótko, ale ilość emocji, dobrych emocji, które się przez ten czas pojawiły, i które siedziały we mnie tak mocno i dawały radość i chęć do tego, żeby iść naprzód i robić cos konstruktywnego jest taka wielka, że teraz jeszcze czuje to w sobie. I potrafię całkiem się rozkleić myśląc o tym wszystkim.
Popłakałem się prawie stojąc pod klatką schodową w "naszym" bloku...Pojechałem pod Jej wydział na UŚ. Spędziłem prawie godzinę rozglądając sie bezpiecznie schowany w samochodzie, ale nie udało mi się jej dojrzeć.

For You(Dla Ciebie)
Będę tu dla ciebie
Jesteś wszystkim czego pragnę
Gdy patrzę w twą twarz
Bledną ze wstydu Anioły
Połóż się ze mną, moja piękna
Poczuj mnie blisko siebie
Weź mą dłoń
Niech miękko dotyka
Twej ciepłej skóry
Okryj mnie sobą
Ja pod tobą, ty nade mną
Przyciągnij mnie do siebie
Splecieni w jedno leżymy
Mam wszystko czego zawsze pragnąłem
Nie potrzebuję już niczego więcej
Ty jesteś zesłanym mi rajem (MDB - tłumaczenie: HC)

Jaki ja byłem głupi. Zaprzepaściłem coś wielkiego. Coś dzięki czemu mogłem być szczęśliwy juz zawsze.A teraz - tylko trochę pustki gdzieś tam w środku i takie coś co uciska na dnie żołądka, kiedy o tamtym czasie pomyślę.
Wybiorę się do Torunia niedługo. Kolejna retrospekcja. Mam nadzieję, że warto.Pewnie znów źle będzie potem, ale wspomnienia są tego warte. Ja pamiętam takie cholerne szczegóły, że sam sie sobie dziwię. Takie drobiazgi. Miejsca, gdzie byliśmy razem, rzeczy które robiliśmy.
Masakra..
Koniec na dzis.

Woke up this morning
Set off down the roadLeft behind me all those years
Searching for a common soul
I've been looking for a thousand
And one distractions
To empty my mind
Of thoughts of loneliness
I've been looking for someone
To take away my frustrations
But all I find is a sea of emptiness
Three hours from sundown
I'm still on the road
With those voices in my head
Ringing down the years
For the wind whispers my name
And the leaves they lend a helping hand
If I don't reach you by this time tomorrow
I'll be stone cold dead in the ground ( - Brendan Perry, Eye of the Hunter)

wtorek, maj 10, 2005

Tydzień pod znakiem starych filmów. Wczoraj Paragraf 22, dzisiaj Absolwent. Została jeszcze dziewicza płyta z Nagim Instynktem. Ale tę zostawię na jutro. Jeśli nic sie nie zepsuje obejrze to z PK. To jest odpowiedni film do oglądania z Nią.
A poza tym tandeta codzienna. Półtorej godziny czekania na promotora. Tym razem dla odmiany czekanie przyniosło efekt. To z kolei oznacza, że będę musiał poważnie zabrać się za pisanie magisterki.
* * *
Obserwuję ludzi. Patrzę. Chodzę ulicami. I coraz bardziej obrzydzają mnie ludzie. Patrzę na nich i są tacy karykaturalni. Wielkie twarze, małe ale otyłe torsy, długie cienkie rączki. Olbrzymie człapiące szeroko stopy.
I smród.
Za każdym ciągnie się warkocz gryzącego ciepłego smrodu. Wiem, że lepią się od brudu. Boję się, że ktoś otrze się o mnie. Że przeniesie swój smród na mnie. Że pobrudzi mnie. Że wypuści na mnie z płuc cuchnące, gorące, gryzące powietrze.
Chodzę ostrożnie powoli. Uciekam. Przechodzę na drugą stronę ulicy, jeśli chodnik po mojej jest zbyt zatłoczony. Boję się ze przy mocniejszym potrąceniu mogą rozlecieć się jak dojrzałe purchawki.A wtedy niechybnie umrę w ich potwornym smrodzie..
Uduszony wyziewami tych potwornych zniekształconych ciał.
Fuj!
Najgorsze w tym wszystkim jest to ze oni swojego smrodu już nie czują. Nie widzą jak potwornie brudni są, jak przywiera do nich kurz i gówno. Nie widzą, że sami są już tylko gównem i brudem.
Trzeba świat oczyścić z tego plugastwa. Przeprowadzić gruntowna dezynfekcję.
Wypalić tego wrzoda.

22.

Paragraf 22 w wersji filmowej i blog Wolfheart w wersji pisanej przygnębiają bardzo. Po co?

niedziela, maj 08, 2005

ranek

Obudziłem się dziś rano i wszystko było inne. Zniknął gdzieś mój pokój, zniknęły manele, które zawsze widziałem, kiedy tylko otwierałem oczy. Wszystko poszło w cholerę.Był za to pokój w drewnianym domu z bali, przesiąkniętym zapachem żywicy i lasu. I było słońce przez okno i na poduszce i grzejące twarz.
I pościel taka świeża, że aż "gryzie" w skórę. I ciepło jeszcze jest.
I coś jeszcze. Niesforne kosmyki, chaos na głowie, wychylający się gdzies spod kołdry obok mnie. Ten chaos jeszcze śpi, albo prawie śpi a ja leżę w tym łóżku i przytulam tę część chaosu ktora jest schowana pod kołdrą.Wtulam się w nią, chłonę zapach nagrzanej skóry, lekko całuję.
Kawa. Gorąca mocna kawa. Wracam do sypialni z dwoma wielkimi kubkami gorącej kawy. Stawiam jeden przy łóżku cały pokój wypełnia się aromatem kawy. Piję ogrzewając sobie dłonie kubkiem. Patrze jak Ona powoli się budzi, przeciąga, otwiera oczy. Są zielone. Masakrycznie, strasznie, slicznie zielone.
Dzień dobry.

poniedziałek, kwiecień 25, 2005

Borne

Szkolenie w Bornem Sulinowie skończyło się wczoraj około południa. Zaczęło się w piątek o 15tej, kiedy wyjeżdżaliśmy ze Śląska. Całkiem konkretne to były trzy dni. Począwszy od piątkowego wieczoru, a skończywszy na ranku niedzielnym. Mało snu, dużo wysiłku. Dobre towarzystwo i wysokie morale. Bawiłem się świetnie. Mimo pewnych niedociągnięć - z mojej głównie strony.Nauczyłem się co jest potrzebne, a czego mieć niewarto. Wiem już, że do jeziora o temperaturze 4C można wejść po pas i nie umiera się od tego. Chociaż nie do końca to przyjemne jest. Moje stopy, jak podejrzewam, nie podzielaja mojego entuzjazmu. Jestem w stanie to zrozumieć.
Ten wyjazd, jak wiele innych sytuacji umocnił mnie w przekonaniu, że większość społeczeństwa to skrajni debile. Ani grama zdrowego rozsądku, ani grama zdolności do przewidywania.Ludzie jacy są - każdy widzi.

wtorek, kwiecień 19, 2005

Where do we go now?

Oh, where do we go now but nowhere? Przyszła wiosna i znów zaczynam mieć fatalne nastroje. Chandrę bez powodu, zniechęcenie do świata i do ludzi. I Nick'a Cave w głośnikach, co też nie pomaga specjalnie w walce z kiepskim nastrojem. Dramat. Nie mogę znieść tego uczucia beznadziei i pustki. Może do całości kiepskich nastrojów doprowadza mnie spędzanie większości czasu przed komputerem, pracując, ucząc się, przygotowując magisterkę - ale ciągle samemu. Nie widuję ludzi prawie, pomijając Iv. Zapomniałem już
jak o Niej tu piszę.
...
Sprwdziłem - TI - wiem nawet dlaczego. To ma jakiś sens. W miarę.Dołowanie się z powodu przychodzącej co roku wiosny jest bzdurne conajmniej. Może taka pora roku więcej przynosi satystfakcji jeśli spędza się ją z kimś. Kto wie.* * *Śni mi się obóz koncentracyjny. Może to z powodu książki, którą pochłaniam w ciągu ostatnich kilku dni - "Oświęcim w oczach SS".
Kładę się spać a sen przychodzi zwykle podobny. Podobnie się zaczyna. We śnie budzę się z powodu hałasów za oknem. Nie jestem już w swoim pokoju tylko w staromodnie i dość prosto umeblowanym pomieszczeniu. Drewniany stół, krzesła dwa, łóżko i szafa. Na ścianie portret Fuhrera. Na stoliku przy łóżku butelka wódki i szklanka. Wstaję. myję się w malutkiej łazience przyległej do pokoju. Wkładam mundur. Czarny z
łyszczącymi guzikami. Mankietem przecieram wszystkie po kolei. Szmatką scieram kurz, który nocą osiadł na wysokich czarnych butach. Stojąc przed lustrem zakładam czapkę. Z nad daszka błyszczy srebrna trupia główka. Zakładam pas z kaburą. Sprawdzam broń. Jest naładowana i wyczyszczona.Lubię czuć chłód stali i kształt broni w dłoniach Pozwalam sobie cieszyć się chwilą przed lustrem. Doskonale.Energicznym krokiem wychodzę z pokoju. Ludzie na korytarzu salutują, witają mnie. Pozdrawiam ich z zimną niezmienną twarzą.
Nazywam się Rudolf Hoss. SS-Obersturmbannfuhrer Rudolf Hoss. Od wiosny 1940 roku jestem komendantem KL Auschwitz. Mamy rok 1956, Wieka Rzesza sięga od wysp Japonskich po Gibraltar, a Europa jest już wolna od żydowskiej zarazy.
W ciągu 16 lat służby w Auschwitz w poważnym stopniu przyczyniłem się do rozwiązania tego drażniącego problemu.
Dzis po porannej odprawie wyjeżdzam do Brelina na uroczystości związane z 67 urodzinami Fuhrera.

środa, kwiecień 13, 2005

J.P. II -najwyższy szczyt Tatr... i sedes papieski

Wszystkiego najlepszego. Zdrowia i pieniędzy. Bo one dają władzę. To tyle dla Pani K. Ona juz wie, że to ona. I sie starzeje. Znów o rok. Niedlugo będzie starą dupą. Albo już jest?
Wszystko jedno - i tak cholernie ją lubię. Mimo tego nieznośnego fagasa, z którym się prowadza od jakiegoś czasu.
Mam umiarkowane zaufanie do facetów, którzy więcej niż kobiety czasu spędzają przed lustrem, u fryzjera, u kosmetyczki czy w podobnych miejscach. Obrzydzeniem napawa mnie mężczyzna, który cieszy się jak dziecko z nowych kosmetyków, fryzury, czy "wzmacniającego płtykę paznokcia lakier".
Moja homofobia mowi mi jasno i wyraznie ze taki mężczyzna jest pedałem.Wstrętnym obrzydliwym pedałem. Pedalstwo to jedna z tych chorób, na które żadnego lekarstwa nie ma. Wiem, że jeśli wyrażę pogląd, że należy ich [pedałów] eksterminować, wiele osób się oburzy. Ale takie własnie jest moje zdanie.Jeśli leczyć się nie da to należy eliminować.Wersja poprawna politycznie - budować getta. Zamykać, izolować od społeczeństwa i podawać środki zmniejszające popęd płciowy.
To może nie jest idealna metoda, ale w miare humanitarna i budząca mniejsze kontrowersje niż strzelanie w tył głowy.
* * *
Tatry przeżywają poważną zmianę - jest projekt, wg którego Rysy nie będą się nazywały już Rysy tylko Góra Jan Paweł II.
Jaka bzdura!
Nie dość, że w każdym mieście jest jedna ulica ojca świętego, jedna jana pawła i jedna wojtyły to jeszcze to.Może doczekamy się dnia kiedy będzie można kupic sobie sedes z kolekcji papieskiej.
Skoro w sklepach z dewocjonaliami można kupić popielniczke z portretem karolka na denku to czemu nie seses z portretem w środku? Teraz gasimy pety na papieżu, jutro będziemy na niego srali.
Oto polska wławśnie. Niech żyje!A to wszystko z miłości i oddania. I z szacunku. Nie zapominajmy o szacunku, bo on największym motorem działań polaków jest.

sobota, kwiecień 09, 2005

No i się kończy cyrk papieski. Jeszcze kilka dni i wszystko wreszcie wróci do normy. Do naszej normy. Pseudonormy. Na razie festiwal hipokryzji i zakłamania jest w swoim największym rozkwicie. W telewizji zapłakane twarze kobiet, szare ze smutku twarze mężczyzn.
Ot - na wierzchu, na pokaz.Smutne to jakieś. Albo żałosne. Zależnie z jakiej strony spojrzeć.Brakuje tylko klowna z katarynka, który przechadzałby się między tymi ludźmi. Idzie taki z czerwonym mrugającym nosem, kręci korbą a z katarynki wydobywa się piskliwe, prześmiewcze, cyniczne: "rap-tap-ta-ra-ra-ra-rap-tap-tara.. rap-tap-ta-ra-ra-ra-rap-tap-tara"...
Wczoraj do godziny 15tej miasto było martwe. Pozamykane sklepy, opustoszałe ulice. Wymarłe miasto dzikiego zachodzu - brakowało tylko bezpańskich psów. A-- no i prochibicja. Mnie to nie dotyczy, ale podejrzewam, że ludzie cierpieli.
Tylko sklep rybny na rogu był otwarty. Zgrzyt rzeczywistości.
Włosi zarabiają krocie. Ceny dewocjonaliów w Rzymie skoczyły kilkakrotnie w górę. Każdy powód jest dobry, żeby robić interesy. A może ciało białego papy rozszczepić na części i sprzedać w charakterze relikwii? Publiczna licytacja... Prawda, że widowisko byłoby przednie? Najbogatsi i najbardziej zdewociali. Piękna sprawa myślę sobie.
* * *
Z drugiej strony - kumpel mi się wykańcza. Bez alkoholu i innych środków chemicznych zachowuje się jak cień. Ludzie go zniszczyli. Zawiódł się na nich. Jam też się do tego przyczynił. Nie tak wielki wkład miałem w zjechanie jego psychiki jak mogłem, ale przynajmniej troszke. Jak prawdziwy przyjaciel.

niedziela, kwiecień 03, 2005

cyrk

"Cyrk to wspaniały. Cyrk to przedziwny." Być może nieco wypaczyłem, skrzywiłem cytat. Niemniej jednak wydaje się bardzo, bardzo odpowiedni do opisania sytuacji, jaka ma mniejsce w naszym cudownym kato-kraiku.
Umarł Papież.
Umierajać przez ostatnie dwa tygodnie był największą medialną gwiazdą roku. Był na wszystkich kanałach telewizyjnych, we wszystkich radiowych stacjach. Był wszędzie. I robiono na nim pieniądze. Duże pieniądze. Bo oglądalność to pieniądze. To całe worki pieniędzy.
Tak właśnie media całego kraju (a może i świata) wpychały łapy do torebek starszych pań żyjących z mikroskopinych rent. Pań, dla których Papież był autorytetem. K-I-M-Ś. A dla nich był kurą znoszącą złote jajka.
A teraz? Umarł i rozpętało się piekło.Piekło dewocji, piekło miłości i żalu na pokaz. Totalna hipokryzja. Każdy teraz KOCHA papieża, każdy chce o nim powiedzieć coś wielkiego, coś doniosłego. Rodzą się steki bzdur lukrowane fałszywą miłością i sympatią. Po śmierci papież ma samych przyjaciół i żadnego wroga.
Dziwne, prawda?
Zawodzące kobiety, mężczyźni o szarych twarzach. Wszystko to oszustwo, bo kasa, kasa, kasa.Nikt znany, nikt sławny, nikt wielki nie ma odwagi powiedzieć: "a na go nienawidziłem, bo to co robił było wbrew moim interesom". Ani jeden skurwiel tego teraz nie zrobi. Bo to też byłoby wbrew interesom.
Wypierdalać ze sztuczną narodową żałobą. Wypierdalać z hipokryzją. Wypierdalać z udawanym żalem i miłością po fakcie. Wypierdalać! Dajcie mu wreszcie święty spokój, którego nie dane mu było zaznać, kiedy cierpiał. Zamiast szanować traktowano go jak pajacyka na gumce.
Big Brother. Vatican Big Brother. Papież to, papież tamto. A nikt nie powiedział: Dajcie mu spokój. Niech odpocznie. Bo jest chory, BO JEST JUŻ UMIERAJĄCY.
Chuj wam w dupę.Róbcie sobie dalej cyrk. Róbcie przedstawienie. A ja będę z was się śmiał, będę szydził, bo na to tylko zasłużyliście.
Jesteście obleśni, żałośni.Mnie wasza żałoba nie dotyczy.
Umarł król, niech żyje król!